Awans zawodowy nauczyciela – co sądzę na jego temat?

zmn.

Awans zawodowy nauczyciela – co sądzę na jego temat?

Zawód nauczyciela wymaga wyjątkowego hartu ducha. Marna pensja, ciągle zmieniające się wymagania, niska ocena społeczna, jednakowe dla wszystkich uposażenie – bez względu na jakość wykonywanej pracy, brak możliwości faktycznego awansu zawodowego – to tylko niektóre czynniki, wpływające na niezadowolenie w środowisku. Czy nic tu nie można zrobić?

Mój awans zawodowy nauczyciela “wkracza właśnie w dorosłość”. Osiemnaście lat temu przecierałam szlaki, uzyskując go w skróconym trybie. Już nie pamiętam z jakiego powodu? Pewnie dlatego, że posiadałam II stopień specjalizacji zawodowej, a może przygotowano uprzywilejowaną ścieżkę dla doradców metodycznych? Mój mąż patrzył na ten wysiłek z pobłażaniem i nawet złożył sobie zobowiązanie, że nigdy tak się nie poniży, żeby produkować górę papierów. W efekcie, dopiero po kilku latach przygotował swoją teczkę z dorobkiem zawodowym, wkrótce zostając nauczycielem dyplomowanym. I nie o ten sztuczny awans tu chodziło, ale o comiesięczny trzystuzłotowy dodatek do portfela, co przy niskich nauczycielskich zarobkach, było nie do przecenienia.

Debiutowanie w dyplomowaniu nie było dla mnie specjalnie deprymujące, bo lubiłam nauczycielskie wyzwania, ale nikt tak naprawdę nie wiedział, jak to będzie oceniane. I mimo, że mocno dystansowałam się wobec samej formuły, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie moment odbioru teczki przez wizytatora. Pani wizytator Renata Walkowiak (wiele lat wcześniej moja nauczycielka języka polskiego) usiadła ze mną w fotelu i przekartkowała segragator, komplementując i podziwiając sprawozdawcze działania. Puchłam z radości i dumy, że ktoś wreszcie moją pracę docenił. I dla tej chwili było warto gromadzić wszystkie te dokumenty.

Po latach zostałam opiekunem stażu młodych nauczycieli, ekspertem w komisji kwalifikacyjnej i egzaminacyjnej, a nawet, podczas pracy w samorządzie, przewodniczącą komisji egzaminacyjnej na stopień nauczyciela mianowanego.

Jednak awans zawodowy nauczyciela w takiej formule (bo późniejsze zmiany były zaledwie kosmetyczne) nigdy nie został przeze mnie zaakceptowany.

BF2A5579zmn

Tymczasem, wszyscy nauczyciele po kolei, w każdej szkole, zostawali dyplomowanymi. A skoro następował tak powszechny rozwój pracowników, powinna zmieniać się sama szkoła.

Czy tak było w istocie? Niestety w ślad za nowymi nominacjami, nie szła prawdziwa zmiana.

W zasadzie dla statystycznego nauczyciela przejście drogi awansu było zadaniem łatwym i wymagało tylko niewielkiej mobilizacji. A i ta energia wypalała się wraz z odebraniem aktu nadania stopnia nauczyciela dyplomowanego. Powtarzają to głośno dyrektorzy. A w życiu zawodowym tych nauczycieli, którzy mieli świadomość, że rozwój mają wpisany w zawód i trwali w swej misji, awans nic nie zmienił, poza wynagrodzeniem. I dla nich właśnie szkoda było czasu na walkę z awansową biurokratyczną machiną.

Zatem dotychczasowa idea awansu już w samej istocie jest ułomna, bo efekt daje złudne wrażenie rozwoju nauczyciela. Z drugiej strony dziwi, że przez tyle lat ten niewątpliwy problem nie doczekał się rzetelnej ewaluacji.

Stoimy wobec nowych zmian w systemie awansu zawodowego nauczycieli.

Budowanie nowej ścieżki awansu na strukturze dotychczasowego systemu już z definicji jest skazane na porażkę. I nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów. Cóż bowiem zmieni wydłużenie ścieżki awansu, czy zamiana komisji kwalifikacyjnej na egzaminacyjną z udziałem przedstawiciela organu sprawującego nadzór pedagogiczny i organu prowadzącego (kuriozum!). To jeszcze jedna kalka poprzednich rozwiązań i w statystycznym ujęciu niewiele zmieni.

W dodatku obarczenie dyrektora szkoły, którego status jest najmniej czytelnym elementem systemu oświaty, dodatkowymi obligatoryjnymi obowiązkami systematycznej tzw. oceny pracy nauczyciela, jest zwykłym nieporozumieniem.

Szkoda, że decydenci, którzy tak chętnie zaangażowali się w kontrowersyjne projekty powrotu do rozwiązań oświatowych sprzed lat, nie sięgnęli po sprawdzone i udane wzorce merytorycznego awansu zawodowego mierzonego stopniami specjalizacji zawodowej.

BF2A5952 zmn.

Ubieganie się o pierwszy stopień specjalizacji zawodowej zaczęłam najwcześniej jak to było możliwe. Po rozpoczęciu procedury, nauczyciela czekały konsultacje we wskazanym ośrodku (ja jeździłam do Bydgoszczy), w którym otrzymywało się zakres merytoryczny do przygotowania (metodyka swojego przedmiotu, pedagogika). Podawano literaturę i wskazywano tematy prac do przygotowania, które nie były pracami teoretycznymi, tylko zapisem efektów badań przeprowadzonych w klasie szkolnej. W międzyczasie do szkoły zjeżdżał zespół metodyków, którzy zapoznawali się z moim warsztatem pracy i obserwowali lekcje. Awans kończył się egzaminem z prawdziwego zdarzenia, na który trzeba było być bardzo dobrze przygotowanym. W komisji poza przedstawicielami ośrodka doskonalenia nauczycieli (wtedy Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego) zasiadali akademicy.

I tutaj nie było żadnej ściemy, produkowania niepotrzebnych papierów, udawania, że mam świetne relacje z uczniami i systematycznie rozwijam warsztat pracy. Wszystko było widać jak na dłoni i na pewno ocena wartości nauczyciela była obiektywna i sprawiedliwa, a awans opierał się na faktycznym rozwoju.

Zdobycie stopnia specjalizacji zawodowej wymagało odwagi, a także rzetelnej pracy i to była pewnie przyczyna nikłego zainteresowania nauczycieli takim wyzwaniem.

Pamiętam, że w mojej szkole (bardzo dużej), gdy przystępowałam do procedury – tylko dwóch innych nauczycieli posiadało stopnie specjalizacji zawodowej.

Aby ubiegać się o kolejny stopień specjalizacji, trzeba było poczekać dwa lata, ale procedura była podobna. Po upływie dwóch lat natychmiast przystąpiłam do działania, osiągając upragnioną “dwójkę”. Niestety III stopień, który zdobywało się w Warszawie, pozostał dla mnie niezrealizowanym marzeniem, ponieważ nadeszła reforma edukacji, która zlikwidowała stopnie specjalizacji zawodowej, zastępując je istniejącymi stopniami awansu zawodowego.

Bez względu na korekty i poprawki, awans zawodowy nauczyciela weryfikowany w taki sposób jak dotychczas nigdy nie będzie bezpośrednio połączony z rozwojem, a przecież gdy nie będzie uczył się nauczyciel, szkoła nie stanie się organizacją uczącą się. Ja też

nie wierzę w kolektywną mądrość, powstałą z ignorancji jednostek (Thomas Carlyle).

W następnej części tego cyklu blogowego napiszę o tym jak sprawnie (i rzetelnie!) poradzić sobie z kolejnymi stopniami awansu zawodowego nauczyciela.

Brak komentarzy