Bullet Journal – jak to działa?

bf2a5778

Bullet Journal – jak to działa?

Kreatywno-organizacyjne hity obecnego roku? Zdecydowanie Project Life i Bullet Journal. O Project Life jeszcze usłyszycie (a tymczasem odsyłam do polskiej ekspertki w tym temacie, Kasi z Worqshop). Dzisiaj skupimy się na bullet journalingu – co to jest, dlaczego zdobyło tak wielką popularność i jak zacząć prowadzić własny dziennik nabojowy (nie, to nie jest oficjalna nazwa, ale brzmi całkiem dziarsko, prawda?).

Korzystając z gościnności szefowej-Nauczonej czyli mojej mamy Danusi, na blogu goszczę ja – córka-Ania. Nie jest to moje ostatnie zagoszczenie, bo szeroko pojęte uczenie się jest moją zdecydowanie ulubioną czynnością (zaraz po niej jest uczenie innych – też to szeroko pojęte). Od dłuższego czasu szukałam metody na planowanie, która nie będzie tylko nudnawym obowiązkiem. Bullet journal wybawił mnie od nudy, a przy okazji pomógł motywować się do kolejnych, małych i dużych, osiągnięć. Oprócz całej sterty faktów i porad jakie przeczytacie poniżej, zapamiętajcie przede wszystkim jedną – nie warto traktować #bujo nadmiernie sumiennie, jeśli standardowa technika wam nie odpowiada w 100%. Modyfikacje dotyczące układu notatnika czy nawet częstotliwości uzupełniania go mogą się okazać dla was zbawienne, a poniższe wskazówki to opis systemu, który okazał się dla mnie najwygodniejszy (ale cały czas ewoluuje). No, to zaczynamy!

Wypada zacząć od wspomnianych nabojów (ang. bullets) i wytłumaczyć, skąd wzięła się nazwa “bullet journal”. Chodzi o pojedynczo wypisywane punkty, które po angielsku nazywają się właśnie “bullet points”. Autor systemu, czyli Ryder Carroll, wyszedł z założenia, że tradycyjne notatki czy wpisy w pamiętniku zajmują bardzo dużo czasu, a pracochłonność sprawia, że ludzie porzucają praktykę notowania. Trudno się z tym nie zgodzić – myślę, że większość z nas używa listy jako podstawowej formy notatki. Najprościej mówiąc – bullet journal to zbiór wielu list “do zrobienia”. Różnicą pomiędzy prowadzeniem takich list “po prostu” a bullet journalingiem jest to, że w przypadku #bujo są one:

  • uporządkowane w jednym zeszycie,
  • odpowiednio podpisane i umieszczone w spisie treści,
  • rządzone jednolitym systemem znaków graficznych.

OK, ale jak to wygląda w praktyce? Potrzebujemy zeszytu! Na początku nie musi to być modny Leuchtturm czy Moleskine w kropki, chociaż jestem zdania, że jeśli inwestycja w ładne rzeczy ma nas uszczęśliwić i sprawić, że będzie nam się bardziej chciało, to należy taką inwestycję uczynić. Sama korzystam z Leuchtturma, ale gramatura papieru nie do końca mnie zadowala. Z całą odpowiedzalnością zapewniam, że w zeszycie szkolnym też można, więc jeśli tylko taki macie pod ręką,  wcale nie stanowi to wymówki.

Przejdźmy krok po kroku przez strukturę bullet journalu – taką rozszerzoną, z jaką spotykacie się najczęściej „w internetach” – czyli będzie o rozpiskach czasowych, listach czy habit trackerze. Zaczniemy od części kalendarzowej, czyli tej, w której regularnie będziesz notować nadchodzące wydarzenia czy zrealizowane zadania. System #bujo charakteryzuje się tym, że pozwala spojrzeć na te same wydarzenia z różnej perspektywy czasowej.

Najogólniejszym “punktem widzenia” jest plan roczny – ”przyszłościowy” (future log) – oczywiście, możesz go również rozpisać na najbliższe sześć miesięcy czy czas pozostały do końca 2016 roku. Taki kalendarz pozwala Ci zapisać wydarzenia, o których wiesz z wyprzedzeniem (urlop, ślub przyjaciółki) i takie, które się powtarzają co roku, czyli urodziny i inne rocznice. Przydatne? Pewnie!… ale w zasadzie niewiele różniące się od tradycyjnych kalendarzy. W czym więc tkwi magia?

Magia, a właściwie całkiem namacalna korzyść bullet journalingu tkwi w rozpiskach miesięcznych i codziennych. Co miesiąc szykujemy bowiem osobny kalendarz – zazwyczaj już znamy nadchodzące wydarzenia, więc możemy je spisać (poniżej zobaczysz jak może to wyglądać w praktyce). Po lewej stronie zaznaczam wydarzenia, których daty już znam. Po prawej są zadania, które muszę wykonać w tym miesiącu.

bulletjournal-monthly

Obowiązkowym, według mnie, dodatkiem do miesięcznego kalendarza i listy zadań jest tzw. habit tracker, czyli tabelka, która pozwala Ci śledzić swoje nawyki. Zapisz w niej i te czynności, które powinnaś robić regularnie (takie jak sport czy praca nad dodatkowym projektem), jak i te, których starasz się unikać (np. alkohol czy jedzenie fast foodów). Na koniec każdego dnia pokoloruj kratki tych czynności, które zostały wykonane. Przygotowany w ten sposób tracker na cały miesiąc pozwala sprawdzać, w jakim stopniu realizowane są nasze cele, czego często brakuje w codziennych zapiskach.

14408933_1237640566258332_934769580_n

A sercem bullet journala są właśnie codzienne zapiski. Na nowej kartce zaznacz datę i dzień tygodnia, a następnie spisz listę zadań, spotkań czy nawet wrażeń (“piękna pogoda” jest jak najbardziej na miejscu). Korzystaj z zadań wypisanych już w planie miesięcznym – pomogą Ci przypomnieć nadchodzące obowiązki. Tym, co pozwoli Ci nie pogubić się jest system znaków, którym będziesz oznaczać zadania:

14397403_1237646222924433_1762531631_n-2

Na początku możesz mieć problemy w rozróżnianiu zadań przesuniętych i zaplanowanych na przyszłość. Te przesunięte (migrated), przydadzą Ci się na koniec miesiąca, kiedy będziesz zakładała kolejny kalendarz miesięczny. Spójrz wtedy na listę zadań z poszczególnych dni i zastanów się czy niewykonane zadania są jeszcze istotne. Jeśli nie – skreślasz je. Jeśli są, możesz postawić przy nich znak przesunięcia (“>”) i wypisać na liście miesięcznych zadań, później wyznaczysz ich datę. Jeśli znasz już datę przesunięcia – wpisujesz je przy odpowiednim dniu w kalendarzu miesięcznym i rysujesz znak (“<”). Skomplikowane? Owszem, ale nie martw się, tylko czytaj dalej.

Klasycznym sposobem oznaczeń jest ten przedstawiony powyżej, ale przyznam się, że na co dzień używam nieco uproszczonego systemu (poza tym wolę kratki niż kropki!) . Bullet journal jest naprawdę elastyczny i nie ma sensu używać niektórych rozwiązań na siłę. Spersonalizowane sposoby sprawdzą się równie dobrze, zapewniam Cię. A to widok na używany przeze mnie system:

14397403_1237646206257768_1666814964_n-1

OK, czyli mamy widok roczny, widok miesięczny i dzienny – co w tym cudownego?

Ano to, że nie musisz korzystać z wcześniej przygotowanych szablonów dostępnych w gotowych planerach i, na przykład, marnować kilka stron, bo już rozpoczął się nowy miesiąc, a Ty sekcje “dzienne” wypełniałaś nieregularnie. W bullet journalu numerujemy każdą stronę i każdą z nich zapisujemy w spisie treści na samym początku zeszytu. Właśnie po to, aby ułatwić sobie nawigację. Ten system pozwala Ci też lepiej panować nad niedokończonymi zadaniami i skuteczniej rozpisywać skomplikowane projekty – kiedy rozpiszesz coś sobie na kilka miesięcy, potem na dni w miesiącu, a następnie widzisz wyodrębnione zadania w poszczególne dni, łatwiej rozliczyć się z postępów. Możesz również pozwalać sobie na elastyczność w sposobie rozrysowywania pojedynczych sekcji – może być minimalistycznie, może być barokowo, wybierz to, co odpowiada Ci najbardziej (a #bujo na Instagramie doprowadzi Cię do ogromnej kolekcji inspiracji).

Przejdźmy do drugiego oblicza bullet journalu, czyli potraktujmy go jako naszą papierową tablicę inspiracji, marzeń i planów, ale nie tylko tych bardzo przyziemnych jak wyrwanie ósemki (oj, muszę niedługo się zapisać!). Ważnym elementem naszego zeszytu mogą być listy typu “Filmy, jakie chcę obejrzeć”, “Miejsca do zwiedzenia” czy “Rzeczy, które zrobię przed trzydziestką”.

Nic nie stoi na przeszkodzie abyś dodawała regularne i bardziej “przyziemne” listy – zakupy spożywcze, plan posiłków, rozkład treningów czy cotygodniowy pomiar wagi.

Wskazówka dla początkujących – zanim zaczniesz wpisywać swoje listy do zeszytu, zastanów się kilka razy czy na pewno ich wszystkich potrzebujesz. To trochę tak jak z nowym telefonem: kiedy kupisz sobie nowy model od razu ściągasz mnóstwo aplikacji (ja miałam tak z abonamentem ebooków, jak tylko go wykupiłam to naściągałam więcej książek niż byłabym w stanie przeczytać). Po jakimś czasie okazuje się, że je odinstalowujesz (lub, jak w przypadku książek, trzymasz na wirtualnej półce), bo nie są Ci po prostu potrzebne.

Sam twórca systemu, czyli Ryder Carroll, nazywa bullet journaling metodą na uwiecznianie przeszłości, organizowanie teraźniejszości i planowanie przyszłości. Przepiękne “rozkładówki” bullet journali doskonale odpowiadają dzisiejszym potrzebom zapisywania i dzielenia się momentami. Często realizujemy je inspirującymi tablicami na pintereście, uwiecznianiem wspomnień na instagramie czy “łapaniem chwil” poprzez snapchata.
Wykaligrafowane tytuły w Twoim dzienniku zdobędą bardzo dużo lajków. Pamiętaj jednak, żeby nie zagubić elementu praktycznego – tego, że bullet journal bardzo ułatwi Ci codzienne życie i śledzenie realizacji Twoich celów. Według mnie, to jego największa zaleta.

Prowadzisz bullet journal i publikujesz jego zdjęcia na instagramie? Zostaw link w komentarzach, na pewno zainspiruje wiele początkujących bullet-żurnalistek. Nasze zdjęcia będziesz mogła znaleźć na profilu Nauczonej – o, tutaj.

11 komentarzy

  • Emilka

    Ciekawie to wszystko opisałaś 🙂 Dla mnie najlepsze w bujo jest ta możliwość dopasowania pod siebie w 100%.

  • Lidia - Haniola

    Jak ja Ci jestem wdzięczna! Wreszcie pojęłam, jak to działa i jak to robić! Do tej pory nie mogłam natrafić na jasne wytłumaczenie laikowi 🙂 Ja obecnie mam system kilku zeszytowy – każdy zeszyt do czegoś innego, ale może od nowego roku spróbuję Bullet Journal? Zainspirowałaś mnie 🙂

  • By.rosann

    Uważam, że BJ to bardzo fajna „inicjatywa” 🙂 Co prawda ja sama się raczej na niego nie zdecyduję (brak mi cierpliwości do takich „ręcznych robótek”), ale uważam, że prowadzenie BJ to bardzo kreatywna i relaksująca przygoda 🙂 No i oczywiście dzięki temu wszystkiemu, osoba prowadząca BJ ma wszystko pięknie poukładane i zaplanowane 🙂

  • Joanna Ekert

    Bardzo ciekawy artykuł, choć od jakiegoś czasu zrezygnowałam z papierowych planerów na rzecz elektronicznego. Zajmuje mniej miejsca i jest ekologiczny 😉 Tutaj spodobał mi się habit tracker. Świetny pomysł na samodyscyplinę i wizualizowanie efektów. Muszę znaleźć jakąś apkę do tego.

  • Ilona

    Uwielbiam oglądać bullet journale, ale póki co jestem jeszcze na etapie zwykłego kalendarza. Staram się teraz ograniczać liczbę zapisków do minimum, więc – choć chciałam – w przyszłym roku mam już nadzieję NIE zakładać Bullet Journala.

  • Anna

    Widzę, że muszę lepiej zgłębić temat 🙂 Ale dzięki za inspirację 🙂

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    W końcu mnie przekonałaś, bo ostatnio zaczęłam się gubić ze wszystkim… Serdeczności ślę 🙂

  • Ania

    Sama zastanawiam się nad założeniem bullet journal. Czytałam już o nim nie raz. Oczywiście najpierw u Kasi z Worqshop i pewnie w końcu się skuszę na tą formę planowania 😉

  • Magda (dama)

    nie wiedziałam, że są takie fajne zeszyty! Ja zawsze zadaniowa i zorganizowana ale na wykresach ganta i harmonogramach w excelu, a tu to wszystko tak pięknie wygląda!

  • Kasia

    Halo, halo! Tu podstarzała ciocia Kasia z Piły. Dla mnie super. Zawsze coś smakowego znajdziesz. Spróbuję dla tego designerskiego zeszytu w kropki. Hmmm… Przy ostatniej wizycie w Tigerze miałam GO w ręku. Myślę sobie….??? PO CO te kropki. Teraz wiem. Dziękuję za pomysł.

  • Iwona

    Super Aniu. Nie słyszałam o tym wcześniej. Jutro kupuję zeszyt i zaczynam się mobilizować. 😉

Odpowiedz na „AnnaAnuluj pisanie odpowiedzi