Nauczeni dziękują Nauczycielom

inline1

Nauczeni dziękują Nauczycielom

Rozwój jest dziś w modzie, warto w siebie inwestować. A to co osiągniemy, jest wypadkową samodyscypliny, poświęconego czasu i pieniędzy, czasami szczęścia, ale też często ludzi, którzy nas w rozwoju wspierali – nauczycieli, rodziców, mentorów, trenerów, coachów. Warto im za to dziś podziękować.

Jest wielu nauczycieli, którym chciałabym podziękować, razem wypić kawę, porozmawiać…. Spośród nich jednego wspominam szczególnie…, któremu nie miałam okazji podziękować za piątkę na świadectwie maturalnym. Miałam przygotowany kwiatek na uroczystość rozdania świadectw maturalnych, ale nie przyszedł. Dlaczego? Nie wiem, może dlatego, że taki po prostu był.

Gdy przejął nas w drugiej klasie, był LEGENDĄ naszego ogólniaka. Postrzegany był jako nauczyciel bezkompromisowy, surowy … po dzisiejszemu – „masakra”.  I fakt, po większości sprawdzianów, czy prac klasowych była prawdziwa masakra, a jego  słynny „pociąg” (do którego zapraszał przed każdą lekcją kilku szczęśliwców, aby zmierzyli się z niebanalnymi zadaniami z poprzedniej lekcji), budził postrach nawet u tych najlepszych z przedmiotu. Pamiętam go jako nauczyciela nie – bezkompromisowego, a konsekwentnego, nie – surowego, a wymagającego  – dokładnie tyle, na ile było nas stać. Znał swoich uczniów doskonale i wiedział gdzie można jeszcze docisnąć, a gdzie trzeba odpuścić… pod warunkiem, że mu się  zaufało.

Jednak to, za co najbardziej cenię mojego profesora matematyki to niebanalne POCZUCIE HUMORU. Tylko na tym przedmiocie dostawałam fatalne oceny (całkiem sporo, bo profesor miał taki styl), ale większość z jakimś zabawnym komentarzem. Profesor miał ogromny dystans, taki luz do siebie, swojego przedmiotu, do nas, do szkoły (Może dlatego nie przyszedł na zakończenie roku? ), a jednocześnie był kosmicznie skuteczny w uczeniu matematyki.

Chciałabym bardzo podziękować prof. Edmundowi Połczyńskiemu właśnie za to  poczucie humoru, za to, że można było dostać „pałę” na wesoło. Do dzisiaj niektóre wspomnienia z lekcji z profesorem sprawiają, że się do siebie uśmiecham.

Joanna Redzimska, w latach szkolnych znana pod rodowym nazwiskiem Tonderyś, Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie w Złotowie, profil mat-fiz, matura 96

***

Szukam nauczyciela i mistrza… powie, cytując poetę, wzorowy uczeń. Ja szukałam naprawdę długo. Istniałam obok różnych wcieleń nauczycielskich, mniej lub bardziej barwnych, błyskotliwych… Minęła szkoła podstawowa, liceum. Mistrza nie znalazłam. Obcowałam z ujmującymi osobowościami nauczycielskimi, jednak nie mogłam „zapłonąć”. Może dlatego, że funkcjonował powszechny encyklopedyzm. A wyż demograficzny sprawiał, że uczeń traktowany był jako produkt masowej produkcji. Dopiero studia i właściwa dojrzałość sprawiły, że odnalazłam wzór, autorytet, skarbnicę kreatywnych pomysłów. Pani od metodyki pomogła opuścić skorupę, uwierzyć we własne możliwości. Rozwinąć się nie tylko metodycznie. Sprawiła, że drożdże wyrosły. Dzisiaj Sylwia jest moją przyjaciółką. Ona pierwsza pokazała mi polonistyczny księżyc. Słucha i słyszy. Podpowiada, chwali i krytykuje. Prawdziwa Nauczycielka życia. Warto było czekać… , by odkryć i wchłonąć pasję do nauczania…

Emilia Bogusz

***

Nauczyciele – wbrew pozorom często o nich myślę. Było ich naprawdę wielu – otrzymałam sporą dawkę wiedzy – i myślę, że jeszcze przynajmniej kilku poznam…  Z punktu widzenia mojej pracy i mnie samej, najważniejszym był nauczyciel  II LO w Poznaniu – Pan Jacek Kroll. Świetny matematyk i pedagog. Miał co prawda specyficzne poczucie humoru („Ty to chyba jesteś z plemienia Apaczy – a patrzy to , a patrzy i wciąż nie widzi”), ale to właśnie On, gdy zmieniono nam nauczyciela i nowa pani zachorowała, a dyrekcja nie dała zastępstwa – po prostu został po lekcjach i w klasie maturalnej wytłumaczył mi prawdopodobieństwo, to On pokazał mi jako pierwszy, że nauczyciel to „powołanie”. Drugiego, bardzo podobnego pedagoga spotkałam na studiach – był to Pan Przemysław Wieliczko – wspaniały kartograf(choć humor typu: „nieraz mam wrażenie, że matura niektórych z państwa została zakupiona na Rynku Łazarskim” – bolał). Obaj panowie to świetni profesjonaliści, pasjonaci mający zawsze czas dla ucznia – i właśnie za to Panowie  – dziękuję!

Anna Malak

***

Jestem bardzo wdzięczna Pani Teresie Sosnowskiej, która była moja wychowawczynią w klasach 1-3 (nauczyłam się nieświadomie podejścia do uczniów oraz pokonywania nowych wyzwań). Również Pani Danucie Jacoszek, mojej wychowawczyni oraz nauczycielce matematyki, która rozwijała mój talent matematyczny. Bardzo ważny również był dla mnie śp. pan Jęsiek od fizyki, dzięki któremu nabyłam umiejętności i techniki tłumaczenia bardzo trudnego zagadnienia w bardzo prosty sposób. Jednakże nie byłabym tu gdzie jestem, gdyby nie moi rodzice  (Andrzej i Katarzyna Kończal ), którzy nie mają uprawnień nauczycielskich, ale są wspaniałymi rodzicami, którzy zrobili wszystko, aby ich dzieci miały lepsze życie od nich samych.

Anna Stęrzewska

***

Zawsze profesjonalna, pamiętam jak siadała na brzegu stołu i po prostu kontynuowała swoją historyczną opowieść. Była bardzo wymagająca i mająca zasady, które wtedy mnie czasem denerwowały, dziś są częścią mojej pracy historyka. Pamiętam jej rozważania o polityce Jagiellonów, a także zadanie: “jesteś jednym z uczestników konferencji w Jałcie” . Kiedy 22 lata temu przyszedłem do pracy – nadal tam była, uśmiechnięta, modnie ubrana: “O, Pawełek, no proszę, proszę „, od razu kazała mówić sobie na TY. Moja nauczycielka historii – moja koleżanka po latach, Elżbieta Leśna.

Paweł Biedny

***

Nauczyciele, którzy zaimponowali mi w życiu najbardziej to moi prywatni mama i tata. Wyrastałam w nauczycielskim domu. Klimacik pedagogiczny wypełniał nasze noce i dnie, tematy większości dyskusji. Szkoła, uczeń, młodzież, student, uczelnia, sesja, rektorat… z tym słownikiem jeździło się także na wakacje. Bez fejsa ani komórek, kontakty, pomoc i rozwiązywanie problemów pedagogicznych odbywało się po godzinach dzięki własnym nogom, ewentualnie przy pomocy telefonu (wersja dla szczęśliwców).

Do tego młynka byłam przyzwyczajona, a rodzice, cóż, byli dla mnie po prostu rodzicami…

Z perspektywy czasu zrozumiałam, jak wiele wnieśli w edukację innych, przekazując wszystko, co mieli do przekazania. „To twoja mama? Wspaniała! Poznaliśmy się z żoną na jej zajęciach!” „Rybicki? Miałem z nim rehabilitację na drugim roku, super facet”- słyszę czasem, a w głosie rozmówcy brzmi podziw. „Pomogła, nie oblała, doradził, nauczył”… Jestem z nich dumna.

A jak dołożę do tego własny bagaż, mogę stwierdzić, że jestem dziś szczęśliwą nauczoną, w dużej mierze domowej roboty.

Basia Rybicka

***

Bardzo żałuję, że zawód nauczyciela jest przez niektórych ludzi – rodziców, postrzegany nie tak jak powinien. Być nauczycielem to misja i powołanie. Dzięki temu „czemuś” jestem tu, gdzie jestem i tym, kim jestem. Profesor od francuskiego był człowiekiem starej daty z wszystkimi wadami i zaletami tego faktu. Ale miał nasz szacunek i nauczył. Profesor od polskiego – wtedy jako młody nauczyciel, był bardzo nowoczesny. Otworzył nam oczy i pokazał, że w literaturze można mieć własne zdanie i pomysł, przy jednoczesnym zachowaniu zasad. Dziś żyję z pisania i uczenia francuskiego. Jestem osobą krnąbrną, ale szanuję innych. Tego też staram się uczyć moje dzieci i osoby, z którymi pracuję. W 90 procentach to, kim jestem, jest zasługą tych nauczycieli.

Julita Milczyńska

***

Jak każdy z nas, spotkałam na swojej drodze wielu nauczycieli, ale dwoje z nich miało wyjątkowy wpływ na moje życie i dalsze ukształtowanie.

Pani Grażyna Dryka była wychowawczynią moich dzieci – i jak się okazało, także mojego brata. Wielu z was zapewne zna jej ogromne serce, otwartość i innowacyjne pomysły. Wydobywa z dzieci to, co w nich najlepsze i dostrzega każde dziecko z osobna. Dziękuję pani Grażynce za wiarę także we mnie, bezgraniczną dobroć i cynamon.

Drugi nauczyciel, któremu jestem wdzięczna za siebie, to pan Roman Leniec. To on pokazał mi, że nauczyciel widzi swoich uczniów, docenia i walczy o nich gdy trzeba. Pokazał, że uczeń nie musi być i nie jest jakąś słabą, bezbronną jednostką. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że jako jedyny poruszył i złamał system.

Dorota Semenov

***

Z wielkim szacunkiem myślę o moich dwóch ukochanych nauczycielkach, nauczycielkach ze Szkoły Podstawowej nr 4 im. Kolejarza Polskiego w Słupsku. To kobiety silne i bardzo dzielne, które są dla mnie wzorem i dzięki którym sama zostałam nauczycielką. Pani Krystyna Wasiuszko, założycielka i opiekunka Koła Przyjaciół Kombatanta, której opowieści o Powstaniu Warszawskim były prawdziwymi lekcjami historii oraz Pani Krystyna Leś, wychowawczyni, polonistka i powiernica wszystkich dziecięcych zmartwień i kłopotów.

Maria Jaszczyk

***

Moje edukacyjne autorytety spotkałam na studiach. To panie profesorki: od metodyki i pedagogiki. Do dziś ich słowa tłuką mi się w głowie, np: jeśli na twoje pytanie otrzymasz 3 różne odpowiedzi to znaczy, że źle je sformułowałaś! Albo: w dzisiejszych czasach rodzice większą wagę przywiązują do wyboru butów dla dziecka niż do wyboru właściwej dla niego szkoły. Zazwyczaj pada na tą najbliższą. Takich prawd pamiętam wiele. Te dwie Panie ukształtowały mnie jako nauczyciela. Bardzo im za to dziękuję.

Magdalena Jabłońska

***

Pokochałam matematykę, nie dlatego, że ma w sobie jakiś tajemniczy wdzięk i powab, tylko dlatego, że zawsze zapewniała mi poczucie własnej wartości gdy kolejny raz rozwiązywałam poprawnie nowe, zawiłe zadanie.

Dawała mi siłę na trudnych studiach chemicznych, gdy wykładowca pytał: -”skąd jesteśmy?”, mając na myśli którąś z wielkomiejskich kuźni olimpijczyków, my odpowiadałyśmy – “Z Krajenki”, a on zadziwiony dopytywał “Gdzie jest ta Krajenka, gdzie tak nauczono was matematyki?”.

Pokochałam matematykę, dzięki Niej – Pani Prof. Marii Polańskiej, Mojej Nauczycielce-Mistrzyni.

Dzięki niej stałam się nauczycielką niepodręcznikową, bo większość jej pomysłów przyjęłam za swoje, nie znajdując odniesień w poradnikowej pedagogice.

Dzisiaj już wiem, że nauczanie wyprzedzające, uczenie się we współpracy, wzajemne uczenie się, lekcje odwrócone to nie dzieło akademików,  urodziły się bowiem w głowie pani Marii Polańskiej. A ja je skwapliwie przyjęłam za swoje.

Matematyka uczy wyobraźni, a wyobraźnia stymuluje niezwykłe działania, również te skierowane w stronę słabszych i potrzebujących. W pakiecie z matematyką wzięłam od swojej Pani profesor zamiłowanie do działań na rzecz innych. Dziękuję.

Do dziś kocham matematykę.

Danuta Kitowska

***

Wdzięczność jest wartością, niestety często zapomnianą. Uczmy innych dziękować, najlepiej własnym przykładem.

Brak komentarzy